• Wpisów:30
  • Średnio co: 55 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 19:15
  • Licznik odwiedzin:3 934 / 1708 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Nie mam dzisiaj humoru...
A więc założyłam nowego bloga
oto on:
http://aboutlove291212.bloog.pl
teraz tam będę dawać nowe wpisy, a ten blog zostanie opuszczony.
 

 
Nie pisze tu nic ostatnio, bo mi się nie chce...
Założę nowego bloga, już nie na pingerze i tam będę pisać.

nie mam humoru.. niech mnie ktoś dobije
 

 
Wpis napisałam kilka dni temu, ale się nie chciał dodać.
...
Nie pisze z nim już ponad dwa tygodnie... A tęsknota za nm jest nie do wytrzymania. Chcę umrzeć. Nie chcę żyć bez niego. Napisałam te kilka słów i się popłakałam... Dlaczego mi go tak brakuje? Co w nim jest takiego, że nie mogę bez niego żyć? Tak bardzo chciałabym do niego napisać, ale po prostu obiecałam sobie i w pewnym sensie też jemu, że tego nie zrobię. Sobie obiecałam, bo podobno JEŚLI SIĘ KOGOŚ KOCHA TO DAJE SIĘ MU ODEJŚĆ... ja tak właśnie zrobiłam, dałam mu odejść, chociaż tego nie chciałam. A jemu napisałam, że się mu więcej nie będę narzucać, bo najwyraźniej mu się narzucałam skoro on mnie nie chce teraz znać. tak bardzo bym chciała, żeby to on do mnie napisał, ale na to nie mam co liczyć, bo on nigdy nie pisał pierwszy, a już na pewno nie po takim czasie. Poza tym ja nie jestem mu potrzebna, on sobie beze mnie świetnie daje rade, pewnie już o mnie zapomniał... a to, że ja tak tęsknię nie ma znaczenia. Chciałabym już umrzeć i nie czuć tej ogromnej tęsknoty za nim...
Nie napisze tu już nic, bo nie mam weny i humoru :((
  • awatar ♥ eMka ♥: Zapraszam do mnie wielka wyprzedaż na prawdę tanio :) . Może akurat wpadnie Ci coś w oko . P.S ; świetny blog ! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jestem sama w domu, włączyłam sobie archiwum w gg, czytam rozmowy i płacze. Nie mogę się powstrzymać od łez... ja tak cholernie za nim tęsknię.
Czytam to wszystko i tak mi tego brakuje. Przeczytałam naszą pierwszą sprzeczkę, wystarczyło, że on napisał "ej no kocham Cię :c ♥" a mi już znowu chciało się żyć. Nie chce mi się tu nawet nic pisać, bo mam już dość życia, dość wszystkiego. Niech mnie ktoś zabije, prosze...
 

 
Wpis napisany w niedzielę, ale dodaje go dzisiaj, bo mi się nie chciał dodać :x
...
Nie wiem od czego zacząć, więc może po prostu od tego, że znowu nie chce mi się żyć. Moje życie znowu straciło sens i to już chyba na zawsze. Znowu mogę powiedzieć o sobie najnieszczęśliwszy człowiek na świecie. A co się takiego stało? Straciłam go, choć tak naprawdę go nie miałam, ale straciłam możliwość pisania z nim. W sobotę jak z nim pisałam powiedział, że już nigdy nie będziemy więcej pisać, ja mu na to odpowiedziałam, żeby nawet tak nie mówił, on powiedział, że to na serio, wtedy napisałam mu "no dobrze... to żegnaj...". Napisałam mu tak, choć tak naprawdę chciałam napisać mu coś innego: "nie odchodź, bo ja nie potrafię bez Ciebie żyć, jesteś dla mnie sensem życia, kocham Cię...", ale nie napisałam tego, napisałam tylko tamte cztery słowa, które były zresztą ostatnimi słowami jakie do niego napisałam, a on mi już nawet na nie nie odpisał. Kilka było już takich przypadków, że on chciał stracić ze mną kontakt, ale zawsze jednak tego nie robił, więc i tym razem miałam nadzieję. Jednak po chwili zobaczyłam, że wyrzucił mnie ze znajomych... z mojego oka natychmiast popłynął strumyk łez. Wyłączyłam komputer, położyłam się na łóżku i płakałam. Ostatnio myślałam, że jestem dla niego choć trochę ważna, ale najwyraźniej się myliłam. Jedyne czego bym teraz chciała to umrzeć. Bo po co mam żyć, skoro bez niego już nic dobrego mnie w życiu nie spotka? Nie wiem jak dam sobie radę, ale będę chociaż udawać, że jestem silna, że mi na nim nie zależy, choć naprawdę to na niczym innym tylko na nim mi zależy. Nie myślałam nigdy, że kogoś tak bardzo pokocham, tak się uzależnię od jakiejkolwiek osoby.
Gdybyśmy byli nadal razem to w zeszły piątek obchodzilibyśmy 3 miesiąc razem. Chyba już zawsze będę odliczać ile moglibyśmy być razem, ale nie wyszło... Smutniejsze jest jednak to, że we wtorek minąłby 6 miesiąc odkąd się znamy. To tak szybko zleciało. Od tych niespełna 6 miesięcy myślę o nim 24 na dobę. Jak tylko myślę o tym, że już nigdy z nie popiszę mam ochotę od razu się zabić. On był jedną osobą, która mnie naprawdę rozumiała. Miał takie samo poczucie humoru jak ja... W takich chwilach jak ta zdaję sobie sprawę jak go cholernie mocno kocham, i to od tylu miesięcy. Dla niego to NIC stracić ze mną kontakt, ale dla mnie to stracenie sensu życia.
Pamiętam jak on pierwszy raz chciał zerwać kontakt, wtedy znaliśmy się jakoś ponad miesiąc, a ja już go tak bardzo kochałam... Pisałam mu żeby tego nie robił, błagałam go o to cały dzień, ale on już postanowił, więc ja pożegnałam się z nim i zeszłam z komputera. Po kilku godzinach jednak jakiś wewnętrzny głos kazał mi sprawdzić czy nie mam żadnej wiadomości. Wtedy weszłam i zobaczyłam długą wiadomość od niego. Napisał, że nie może tego zrobić, bo za bardzo by tęsknił i w ogóle. To była jego pierwsza wiadomość, która była taka... sama nie wiem jak to ująć, ale pop prostu kochana. Wtedy poczułam, że jestem dla niego ważna. I to było wspaniałe uczucie, którego teraz mi tak bardzo brakuje. Chciałabym teraz wejść na gg i zobaczyć wiadomość od niego.. taką jak wtedy. Ale wiem, że tak nie będzie. To już koniec... Nigdy już nie będzie jak kiedyś. Nigdy już nie będę szczęśliwa, bo bez niego nie potrafię...
"Powinnam w końcu oduczyć się nawyku tęsknienia za ludźmi, dla których nic nie znaczę."
 

 
Wpis napisałam kilka dni temu, ale nie mogłam go dodać. Więc dodaję teraz :3
...
Ostatnio nie pisałam, bo wszystko było wspaniale. Dzisiaj znowu nie mam zbyt dobrego humoru, dlatego tu piszę.
Nie wiem o czym dzisiaj napisać... Tak sobie myślę i chyba napiszę o najwspanialszym dniu w moim życiu. A jaki to dzień? Taki na który czekałam bardzo długo i w końcu nadszedł... 29 grudnia zeszłego roku kiedy to on powiedział mi "kocham Cię". Piszę to i z każdą sekundą wraca coraz więcej wspomnień... Przypomniał mi się cały tamten dzień. 22:23 to o tej godzinie wyznał mi co do mnie czuje. Początkowo nie mogłam w to uwierzyć, bo tyle czekałam na ten moment. Moje serce waliło jak szalone. Byłam taka szczęśliwa, że miałam ochotę latać. Nie spałam wtedy prawie całą noc. Nie mogłam zasnąć, bo myślałam, że to jakiś sen, z którego się obudzę, a tak bardzo nie chciałam się budzić. Ten cały dzień to najpiękniejszy, najwspanialszy i najcudowniejszy dzień w moim życiu. To był dzień, którego nie da się opisać. Po prostu nie ma słów które wyrażą to co wtedy czułam. Czytałam każde słowo jakie on mi pisał i nie mogłam uwierzyć. Wtedy pierwszy raz pomyślałam o nim, że jest mój. Czekałam kilka miesięcy, żebym móc to powiedzieć. Pamiętam z tamtego dnia wszystko. To cudowne uczucie jakby w brzuchu było mnóstwo motylków. To jak prawie płakałam ze szczęścia. Wszystko. To takie cudowne czuć, że ktoś Cię kocha, a zwłaszcza osoba, którą kocha się od dłuższego czasu. On jest naprawdę wspaniały, bo gdyby nie był to przecież nie zakochałabym się w nim w tydzień. On jest kimś kto mnie zawsze rozumie, zawsze wspiera... taki przyjaciel to Skarb. Gdy z nim piszę uśmiecham się do monitora. Uwielbiam to.
I teraz tak jakby podsumowując... Nie odkocham się choćbym nie wiem jak chciała. Bo on jest taki wspaniały, że nawet jakby się odkochała to pisząc z nim zakochałabym się na nowo. On już taki jest, że nie potrafię go nie kochać.
Czy chciałabym z nim teraz znowu być? Raczej nie. Chociaż z jednej strony brakuje mi tych jego "poematów" i tego jak co chwilę powtarzał mi, że mnie kocha, ale z drugiej strony boję się, że jakbym z nim była to potem znowu by się coś stało i nasz związek by się rozpadł. Mam przyjaciela, który jest dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Jedyne co bym teraz chciała to to, żeby nigdy go nie stracić... żebym mogła z nim zawsze pisać. I tylko tego chcę. Niczego więcej. Nie potrzebuję, żeby on mnie kochał, wystarczy mi dam fakt, że on chce ze mną pisać. Do szczęścia jest mi potrzebne tylko to, że piszę z nim, bo jeśli to robię po kilka godzin dziennie to nie zwracam uwagi na to, czy on coś do mnie czuje czy nie, ważne jest dla mnie to, że z nim piszę i tylko to się liczy.

"Każdy z nas ma osobę, której chce powiedzieć nie odchodź. Każdy z nas kogoś kocha. Każdy z nas przez kogoś cierpi, cierpiał, lub cierpieć będzie. Każdy z nas ma uczucia, nawet jeśli ukryte gdzieś głęboko na dnie. Każdy z nas ma wspomnienia, które, gdy się pojawiają, przyprawiają o łzy, mam takich pełno."
 

 
Dlaczego jest tak, że jestem szczęśliwa, a w przeciągu kilku sekund moje życie traci sens? I dlaczego gdy czuje szczęście to później wszystko się je*bie i cierpię przez to tak cholernie. Takie tam pytania bez odpowiedzi... Nie wiem czy nie lepiej by było wcale nie być szcześliwą, bo wtedy może by się też tak nie cierpiało. Najlepiej to by w ogóle było jakbyśmy wcale nie mieli uczuć, bo nie czulibyśmy bólu i tęsknoty, chociaż z drugiej strony nie czulibyśmy też miłości, a miłość to podobno najpiękniejsze uczucie. Szkoda tylko, że ja przez swoją miłość do niego cierpię...
Wczoraj położyłam się spać i płakałam całą noc. Wcale nie spałam. A rano trzeba było wstać do szkoły. Zawalona kartkówka. Nie chciało mi się nawet ściągać. Nie miałam na to sił. Wszystko mi było jedno. Myślałam tylko o nim i o tym co mi wczoraj napisałam. W szkole ledwo powstrzymywałam się od łez. Dopiero gdy wróciłam do domu mogłam pozwolić na to, żeby te wszystkie łzy, które hamowałam w szkole, popłynęły z moich oczu. Jak byłam w szkole to on napisał mi smsa, czy jestem obrażona. Napisałam mu, że nie jestem obrażona tylko jest mi po prostu smutno... On odpisał, że przecież nic takiego się nie stanie. Może dla niego to nic. Ale ja sobie nie wyobrażam życia bez niego. Jak tylko pomyślę, że już do końca życia mam z nim nie pisać to od razu po policzku płyną mi łzy. Nie dam sobie rady... Jak mi napisał tego smsa to pod jednym względem się ucieszyłam. Bo skoro mi go napisał to znaczy, że chociaż trochę mu na mnie zależy. Ale najbardziej bym chciała, żeby napisał mi, że nadal będzie miał ze mną kontakt, że nie usunie gg no i w ogóle. To jest teraz jedyna rzecz jakiej pragnę. Szkoda, że on nie wie ile dla mnie znaczy i jak go cholernie mocno kocham. Ale nawet jakby wiedział to to i tak by nic nie zmieniło. Teraz piszę tą notkę i płaczę. On jest dla mnie ważny jak nikt inny. Jak ja mam nauczyć się żyć bez powietrza? Czy do końca życia będę musiała czuć tą pustkę w sercu? Nie wytrzymam tego i pewnie coś sobie zrobię... Ja nie należę do ludzi silnych i optymistycznych. Nie dam rady żyć bez kogoś kto jest sensem mojego życia. Nie napiszę tu nic więcej, bo z tych łez w oczach nie widzę już nawet liter na klawiaturze. Po moim policzku spływa jedna łza za drugą... no i będę musiała się do tego przyzwyczaić.

Hm... "Ludzie nie doceniają tego co dla nich robisz dopóki nie przestaniesz tego robić..." I na podstawie tego zastanawiam się czy jeśli on zrobi to co zamierza i straci ze mną kontakt to będzie mu brakowało tego co dla niego robiłam. Chociaż nie robiłam dla niego nic fizycznie... po prostu go kochałam najbardziej na świecie.
 

 
Jeśli znasz kogoś w realu to możesz go jakoś zatrzymać, gdy chce odejść. No przynajmniej zawsze masz nadzieję, że się z nim kiedyś spotkasz. A jak znasz kogoś przez internet? To nie możesz zrobić nic... Jeśli ktoś chce zniknąć z Twojego życia to to zrobi czy Ci się to podoba czy nie. No godzinę temu dodałam wpis, teraz już kolejny. Bo siedzę tu z łzami w oczach i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Mam się ochotę zabić. Jeśli on odejdzie to.. ja nie wytrzymam. Już raz była taka sytuacja, że nie pisałam z nim dwa tygodnie. I przez cały czas płakałam. A teraz.. będę płakać do końca życia? Niczego tak nie pragnę jak tego, żeby on nie odszedł.. żeby nie zniknął z mojego życia. Kocham go tak bardzo mocno, nigdy nikogo tak nie kochałam. Nie dam rady bez niego żyć. On jest sensem mojego życia, mimo to, że on mnie nie kocha i z nim już nie jestem. Ale ja mu kiedyś powiedziałam "będę Cię kochać wiecznie" i tak właśnie będzie... Chciałabym mu powiedzieć ZOSTAŃ. Nie zostawiaj mnie. Ale to i tak nic nie zmieni... On myśli, że nie jest mi potrzebny. A tak naprawdę jest mi potrzebny jak powietrze... Nigdy już nie będę miała takiego przyjaciela jak on. Tak wspaniałego i cudownego, któremu zawsze mogłam wszystko powiedzieć, dzięki któremu byłam szczęśliwa, a na mojej twarzy pojawiał się uśmiech za każdym razem, gdy z nim pisałam. Do póki go nie poznałam nie wiedziałam, że są na świecie tacy cudowni ludzie. A on chce teraz zniknąć z mojego życia. Ja tego nie przeżyję...
Wiem, że mu napisałam, że idę, bo nie chcę tu siedzieć, pisać z nim i płakać.. mimo to chciałabym żeby do mnie napisał. Ja w ogóle robie co innego, a myśle co innego...
 

 
Nie pisałam ostatnio bo było zaje*biście. Pisałam z nim tak jak kiedyś. Było po prostu cudownie. A teraz on mi coś napisał i już płacze. Brzuch mnie napier*dala, bo mam tą zjeba*ną chorobę i jak się denerwuję, albo coś to mnie tak boli, że masakra. Pisze to, bo nie wiem co mam zrobić.. nic nie widze, bo mam oczy całe we łzach... Nienawidzę życia.
 

 
Miałam dzisiaj na polskim lekcje o dwóch stronach pamięci - pozytywnej i negatywnej. I ta lekcja oczywiście znowu mi przypomniała o nim. No, bo jak ktoś się mnie zapyta o dobre wspomnienie to powiem, że najlepszy był czas spędzony z nim, a złe to czas, w którym nie miałam z nim kontaktu i ciągle płakałam. Tak czy inaczej moje wspomnienia to on. Wypisywaliśmy na tej lekcji co jest pozytywnego i negatywnego w pamięci. No i ta pozytywna strona to m.in.:
- to, że możemy wracać do szczęśliwych momentów z przeszłości. Ja od razu pomyślałam o tych wspaniałych chwilach jakie z nim spędziłam.
A strona negatywna to:
- ciągłe rozpamiętywanie, no i ja niestety tak mam, ciągle myślę o tym wszystkim co się stało...
- rozdrapywanie starych ran
- chowanie urazy, z tym się też muszę zgodzić, bo nigdy nie zapomnę tego co zrobiła mi ta dziewczyna, z którą on teraz jest. Zrobiła najgorszą rzecz jaką mogła mi zrobić. Nikt nigdy mnie nie zranił tak jak ona. Nikomu nie życzę, żeby cierpiał tak jak ja cierpiałam przez tą dziewczynę. I chociaż wiele było takich ludzi, którzy mnie w jakiś sposób skrzywdzili, to ona z nich wszystkich jest najgorsza, bo ona odebrała mi sens życia i nie wiem czy gdyby nie to, że mam z NIM dalej kontakt to bym sobie czegoś nie zrobiła...
- niezadowolenie z teraźniejszości, i to też jest oczywiście prawda... no, bo ja nie jestem wcale zadowolona. Teraz po tym co się stało nie mam chęci do życia. Najgorsze jest to, że wszystko mi jest obojętne, nie obchodzi mnie nawet czy będę żyła jeszcze 69 lat czy umrę jutro, i tak wszystko mi jedno, bo nie mam dla kogo żyć, ta dziewczyna zabrała mi chęć do życia, zabrała mi po prostu sens mojego życia - czyli JEGO. To jest smutne, ale ja na to nic nie poradzę. Nie jestem zadowolona z teraźniejszości i już chyba nigdy nie będę... wszystko przez tą jedną dziewczynę, która całkowicie zrujnowała moje życie. Ona się z tego cieszy, bo co ją to interesuje, że zabrała mi kogoś kogo kocham nad życie, ważne przecież żeby ona była szczęśliwa ._.
Chciałabym kiedyś nie czuć tej pustki w sercu, ale wiem, że będę ją czuła już zawsze, bo On to moja pierwsza miłość... a pierwszej miłości się nie zapomina.

"Jakie to smutne. Ten ktoś nie wie, że trzymasz dla niego miejsce w sercu."
  • awatar SieeemΔ.: własnie tak. *odwdzięcz się kom. na moim blogu-najnowszy wpis* Pozdrawiam ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Miłość nieodwzajemniona... Niby każdy wie o co chodzi, ale tak naprawdę wiedzą to tylko Ci, którzy jej doświadczyli. Ja jej doświadczyłam, właściwie to ciągle jej doświadczam. Więc dla tych, którzy nie wiedzą postaram się wytłumaczyć. Taka miłość jest najzwyczajniej w świecie smutna. Takie kochanie kogoś, chociaż wiesz, że on nie odwzajemnia Twoich uczuć i nigdy ich nie odwzajemni. Mimo to nadal go kochasz i nie potrafisz przestać, nawet jakbyś tego bardzo chciała. Mogłabyś oddać za niego wszystko, nie ma rzeczy, której byś dla niego nie zrobiła. On jest najważniejszą osobą w świecie, a Ty nie jesteś dla niego nikim ważnym. To smutne. Ale jeszcze bardziej smutna jest nieodwzajemniona miłość jeśli osoba, którą kochasz kogoś ma. Wtedy czujesz taką wewnętrzną rozpacz, bo tak bardzo chciałabyś być na miejscu tej dziewczyny, choć wiesz, że nie będziesz. Chciałabyś, żeby on do Ciebie mówił codziennie "kocham Cię". Ale chociaż masz tysiące marzeń związanych z nim to cieszysz się, że chociaż on jest szczęśliwy. On jest dla Ciebie ważniejszy od samej siebie, więc nie liczy się Twoje szczęście tylko jego. Przeczytałam gdzieś ostatnio, że taka nieodwzajemniona miłość jest najsilniejsza. Jednak z czasem podobno gaśnie, tak jak każde niespełnione marzenie. Nie mogę tego potwierdzić, bo ja go ciągle kocham. I wątpię w to, żebym kiedykolwiek przestała. Najwyżej nauczę się po prostu żyć z pustką. Zawsze będę trzymała dla niego miejsce w sercu...

"A jednak przy każdej niepewności tkwi odrobina nadziei, z której nie potrafisz zrezygnować."
 

 
Wczoraj nie było wpisu, bo nie miałam weny. Ale dzisiaj już postaram się coś napisać.
Uświadomiłam sobie wczoraj, że właściwie to nikomu nie można ufać. I ON jest chyba tą jedyną osobą, której ja ufam. Co jest dziwne, bo się na nim zawiodłam, on mnie zranił tym co wtedy zrobił, ale ja mimo to dalej mu ufam. To jest trochę bez sensu... ale moje całe życie jest bez sensu, już się przyzwyczaiłam. Myślałam, że mam takie osoby poza nim, którym mogę wszystko powiedzieć... jednak się myliłam, bo zawiodłam się na nich. I teraz już nie mam takiej osoby, której mogę powiedzieć wszystko. Mam tylko JEGO, ale jemu nie powiem wszystkiego, nie powiem mu przecież co czuje, ani jak mi go brakuje. Napisałam, że mi go brakuje, a chodzi mi konkretnie o to, że brakuje mi tego co kiedyś między nami było. Wiem, że powinnam się cieszyć z tego co mam, że mogę się z nim przyjaźnić, no i z tego się cieszę, ale jednak w głębi serca czegoś mi brakuje do zupełnego szczęścia. Najprawdopodobniej brakuje mi po prostu jego miłości. Ale muszę nauczyć się żyć z tą pustką w sercu, bo ona się nigdy nie wypełni.
Czy to jest normalne, że jeśli osoba którą kochasz jest smutna to Ty też jesteś smutny? Bo ja tak mam... ON nie ma dziś humoru, nie wiem czemu, bo mi mnie powie, ale czuje to... i jak on nie ma humoru to ja też. Nie potrafię się cieszyć kiedy czuje, że on jest smutny. I najgorsze jest to, że w żaden sposób nie uda mi się mu tego humoru poprawić :c

Czasem patrzę na jego zdjęcie i w myślach do niego mówię. Jestem chora psychicznie, czy może po prostu bezgranicznie zakochana? Nie ważne. No, ale mówię do niego w myślach. Mówię mu jak go bardzo kocham, jaki jest dla mnie ważny no i w ogóle takie tam. Nie wiem czemu tak robię... Może to dlatego, że mu tego nie powiem, więc robię to w myślach. No dobra... chyba jednak jestem chora na głowę, ale podobno tak się dzieje z ludźmi, którzy są zakochani... a zwłaszcza bez wzajemności.
Gdy słucham "Little Things", czyli tej piosenki, która jest niżej, to robi mi się trochę smutno. Bo to jest ta piosenka, która najbardziej mi się z nim kojarzy. Dlaczego? Bo od zawsze jak słyszę te słowa, które śpiewa Niall
"You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you."
to wyobrażam sobie jakby to ON mi je mówił. To chyba kolejny przykład na to, że jestem nienormalna. Ale ja na tą swoją nienormalność nic nie poradzę...

"Nie mogę Cię kochać, tak żeby cały świat o tym wiedział, więc będę Cię kochać tak po cichu. Dobrze?"
 

 
Dzisiaj 2 marca... Czyli dzisiaj rocznica mojego poznania z NIM. Znam go już od 5 miesięcy. Nigdy bym nie pomyślała, że poznam kogoś przez internet i się do niego tak przywiąże, a co najlepsze - zakocham. Słucham teraz One Direction i przypominam sobie te ostatnie miesiące. Te wszystkie piosenki kojarzą mi się z nim, bo praktycznie zaraz po tym jak go poznałam zostałam directionerką (a jestem directionerką od piosenki little things). I może dlatego wszystkie piosenki mi się z nim kojarzą.
Tak bardzo się cieszę, że z nim piszę tak jak kiedyś. Teraz jest nawet lepiej niż pod koniec naszego związku, bo wtedy ciągle się kłóciliśmy o to, że byłam zazdrosna i w ogóle. A teraz jest tak jak było zanim byliśmy razem. Ani ja, ani on nie jesteśmy zazdrośni, bo już ze sobą nie jesteśmy. On ma dziewczynę, a ja mam jego - przyjaciela. I tak jest dobrze. Brakowało mi tej przyjaźni z nim. Jeśli ktoś czytał mojego bloga od początku to może zauważyć jak zmienił się mój nastrój. Teraz znów jestem dzięki niemu uśmiechnięta, chociaż z nim nie jestem. To takie dziwne, że całe życie jednej osoby może zależeć od drugiej. Moje życie zależy od niego. I po przeczytaniu tego całego bloga nie da się tego nie zauważyć. Jak z nim nie pisałam to byłam po prostu bardzo smutna, chciałam już najzwyczajniej nie żyć, żeby nie czuć tęsknoty za nim. A teraz jak znowu z nim piszę to czuje to szczęście jakie czułam kiedyś.
Wczoraj jak położyłam się spać to wzięłam słuchawki i puściłam w nich piosenki mojego ulubionego zespołu (czyli One Direction :D). Słuchałam tego trochę długo, bo przesłuchałam wszystkie ich piosenki jakie mam na telefonie. Słuchałam tego i myślałam o NIM. Zresztą ja zawsze przed snem o nim myślę. On jest pierwszą myślą pojawiającą się w mojej głowie po obudzeniu się i ostatnią przed zaśnięciem. No i wczoraj myślałam o nim dość długo. Już prawie zasnęłam z tymi słuchawkami w uszach. Lubię tak o nim myśleć. Myśleć i wspominać, a w końcu jak już zasnę to śnić o nim. Często zanim zasnę to czytam nasze stare smsy lub patrzę na swoją tapetę w telefonie, czyli na jego zdjęcie. Właściwie nie wiem czemu mam go na tapecie... miałam go jak z nim byłam, a teraz choć z nim nie jestem to tapety nie zmieniłam... sama nie wiem czemu, ale jej nie zmienię.

Ta piosenka jest... słodka *-*
Dlaczego wciąż o Tobie myślę, wciąż jesteś w snach?
Dlaczego gdy Cię nie ma cały świat traci blask?
Dlaczego między nami więzy postawił los?
Bo to miłość...
 

 
Wczoraj do niego napisałam, bardzo się tego bałam. I dobrze, że pokonałam ten strach i napisałam... Bo ja zawsze jak o czymś myślę to myślę w negatywny sposób, nie potrafię myśleć optymistycznie. Jestem pesymistką, ale nie mogę na to nic poradzić. Dobrze, że do niego napisałam, bo okazało się, że on też chciał do mnie napisać, ale się nie odważył. Napisałam do niego i on tak jak ja nadal chce utrzymywać ze mną kontakt... znaczy ja chcę z nim, a on ze mną, a nie, że ja ze sobą haha jezu XD No i się cieszę, że do niego napisałam... bo dzięki temu wczoraj pierwszy raz od dawna się uśmiechnęłam tak szczerze. Bardzo mi tego brakowało.
Dzisiaj jednak jest mi trochę smutno... bo gdyby nie to, że luty ma w tym roku 28 dni to dzisiaj byłby 29 i gdybym z nim była obchodzilibyśmy 2 miesiące razem. I chociaż mi trochę smutno, staram się o tym nie myśleć i jakoś daję sobie radę.

Tak, martwię się, a wiesz czym? Bo są tacy ludzie w życiu, na których szczęściu zależy Ci bardziej, niż na swoim.
 

 
Napisałam do niego... sama w to nie wierzę. Zanim nacisnęłam enter to moje serce waliło jak jakieś głupie. Bałam się nacisnąć. Trzymałam chyba z 10 minut palca na przycisku i nie wiedziałam co zrobić. A jak nacisnęłam to pomyślałam co ja zrobiłam... Czekałam aż mi odpisze i bardzo się tego bałam. Bałam się jego reakcji. W końcu nie pisaliśmy prawie dwa tygodnie. Z pewnością zdziwiła go ta wiadomość ode mnie. A jak już mi zaczęło mrygać, że odpisał to bałam się to przeczytać. Bałam się tego co tam napisał. Wszystkiego się boję... Ale to dlatego, że mi na nim tak zależy...
Nie mam ostatnio weny na pisanie, więc na dzisiaj koniec (;

Fajnie by było czasem tak po prostu poczuć się dla kogoś ważnym.
 

 
Nie mam dzisiaj wcale humoru, żeby pisać tu cokolwiek. Więc dzisiaj nie ma notki... dam tutaj tylko kilka opisów.


o wszystkich dnia porach – Ty

I chciałabym się teraz przeteleportować w miejsce obok Ciebie. I wiem, że to teraz nie jest możliwe. I wiem, że pewnie nigdy nie będzie możliwe… Ale wiedz, że… Chciałabym.

I przychodzi taki dzień ,w którym wszystko przypomina Ciebie.

Są takie chwile jak sztylety, rozrywają duszę w kilka sekund.

kocham Cię. niczego w życiu nie chcę mieć więcej poza Tobą

Ty nie wiesz jak to jest… Nie wiesz, jak to jest czuć się źle między ludźmi – w szkole, na ulicy, w autobusie… Nie wiesz, jak to jest czuć się ciągle smutno, źle, fatalnie, odczuwać, że nikt Cię nie kocha. Nie wiesz. A skoro nie wiesz – nie zrozumiesz mnie.

Tylko wtedy dam sobie radę, kiedy Ty będziesz ze mną.
  • awatar ✄ Alohomora ☺: siema ♥♥ - cudny bloog <333 - skomentuj mój ostatni wpis będzie rewanż ;) ♥ ; 33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Myślałam, że już nie da się bardziej cierpieć... a jednak się da. Z każdym dniem bez niego czuję się coraz gorzej. Coraz bardziej mnie to wszystko boli. Z każdym kolejnym dniem bardziej za nim tęsknię. Dlaczego wszyscy mówią, że czas leczy rany? Skoro z czasem jest coraz gorzej. Mam ochotę się zabić. To życie bez niego nie ma sensu. Ja i tak nie myślę o niczym innym tylko o nim. Chciałabym podciągnąć oceny na koniec roku szkolnego, bo to w końcu ostatnia klasa gimnazjum, ale jak mam to zrobić skoro nie mogę się na niczym skupić? W mojej głowie nie ma nic innego tylko on. Jak sobie wyobrażam, że mam przed sobą jeszcze całe życie i mam przez to całe życie tak cierpieć to mam ochotę od razu ze sobą skończyć. No bo po co mam żyć i cierpieć? Mam już coraz mniej sił na udawanie, że jest ok. Nie śpię po nocach, bo płaczę... Czy takie życie ma w ogóle jakiś sens? Chyba raczej nie ma... Życie bez niego nie ma sensu. Jestem tylko pasmem niepowodzeń, które nie jest nikomu potrzebne.

Najgorzej jest być nikim dla kogoś kto jest dla Ciebie wszystkim.
 

 
Jest mi smutno. Najgorsze jest to, że nie mam z kim pogadać. Kiedyś miałam GO. Nawet zanim z nim byłam. Miałam najlepszego przyjaciela, któremu mogłam powiedzieć wszystko. A teraz... Czasem dzieje się w moim życiu coś śmiesznego, w szkole czy gdziekolwiek indziej, a ja mam ochotę mu to powiedzieć tak jak robiłam to kiedyś. Ale nie mogę. Brakuje mi tego. Nie mam z kim porozmawiać, komu się zwierzyć. Kiedyś mówiłam mu wszystko. I chociaż znam go przez internet to wiedział więcej od mojej przyjaciółki z reala. A teraz nie mam komu się wygadać. Może właśnie dlatego piszę ten blog. Bo nie mam z kim pogadać i opisuje tu wszystko co czuję. Tak bardzo mi go brakuje. Ale nie tylko dlatego, że nie mam się komu zwierzyć. Brakuje mi jego czułych słów, tego jak mi powtarzał co chwile, że mnie kocha, jak mówił do mnie "Skarbie", brakuje mi po prostu wszystkiego... I nie rozumiem jak można mówić do kogoś "kocham Cię najbardziej na świecie", a później tak nagle przestać kochać. Nie wiem, nie rozumiem tego. Bo jeśli ja mówię do kogoś, że go kocham najbardziej na świecie to tak jest i jeśli mówię, że tak już będzie zawsze to tak będzie.
Największym kłamstwem jakie od niego usłyszałam to "tak będzie lepiej". No, bo czy jest lepiej? Z każdym dniem jest coraz gorzej. Czy ja tym co piszę na tym blogu potwierdzam, że mi jest bez niego lepiej? No chyba raczej nie. Ta tęsknota za nim mnie powoli zabija, bo staje się coraz większa. Ta dziura w sercu, która jest nie od zapełnienia. Ten smutek, to cierpienie... sama nie wiem jak to opisać. Ale na pewno nie jest lepiej. Nie wiem, może dla niego jest lepiej, bo on kogoś ma, ma dla kogo żyć. A ja? Mam żyć dla marzeń? Dla marzeń, które się nie spełnią? Wiem, że może i jestem głupia, ale wciąż gdzieś tam głęboko w sercu wierzę, że to moje marzenie się spełni. Chociaż nie mam żadnych postaw żeby tak myśleć, bo przecież nawet nie mam z nim kontaktu, jednak mała cząsteczka mnie w to wierzy. I za każdym razem jak widzę spadającą gwiazdę to myślę to życzenie, tak jak to robiłam zanim z nim byłam. Wiem, że to głupie, bo przecież żadne życzenie nie spełnia się dwa razy, ale mimo to w głębi serca wierzę. I chyba już nigdy nie przestanę wierzyć. Z czasem pewnie ta cząsteczka mnie, która w to wierzy, będzie robiła się coraz mniejsza, ale nigdy nie zgaśnie. Chociaż nie wiem jak długo będzie czekać na spełnienie to nie zgaśnie. Tak jak nigdy nie zgaśnie moja miłość do niego. Bo pierwszej miłości się nie zapomina...

Nie widzę już kolorów, teraz wszystko jest szare.
 

 
Niech mi ktoś odpowie na pytanie dlaczego to akurat ja muszę tak cierpieć? Chciałabym to wiedzieć... Czemu to ja muszę być nieszczęśliwa?
Czytam teraz moje stare rozmowy z NIM. Wspominam. A z oczu lecą mi łzy.
"wiesz, że Cię bardzo bardzo mocno kocham? i jesteś dla mnie wszystkim i ja nie chcę już się nigdy z Tobą rozstawać"
"uśmiecham się do monitora dzisiaj kolejny raz, już jakiś 69696969 raz, ogólnie to ja cały czas się uśmiecham bo kc ♥ a teraz to już w ogóle *-* ja Ciebie też kocham <3333333333333333333333 i dzisiaj stwierdziłem, że jestem od Ciebie uzależniony o: ___ is my drug ♥"
"nooo to umrzemy sobie razem, pójdziemy do nieba i będziemy tam forever ♥ ale my ogólnie będziemy forever, cnie? (;"
"Ty jesteś moim Skarbem największym ♥♥♥♥♥♥"
"i love u ♥♥♥♥ :c *szpan angielskim*"
i jak ja mam nie płakać? Jak czytając to wszystkie wspomnienia wracają. Te cudowne słowa jakie on mi pisał, które trafiały głęboko w serce. I na zawsze tam pozostaną. Jego już przy mnie nie ma, ale to wszystko co do mnie pisał zostanie i zawsze będę to wspominać ze smutkiem w oczach, bo straciłam kogoś kto jest dla mnie najważniejszy...

"Wyrwij mi oczy, bym nie musiała patrzeć na ten świat. Świat bez Ciebie. Bym przestała płakać, dławiąc się tymi łzami, które są tak żałosne. Roztrzaskaj czaszkę o ścianę, by wszystkie wspomnienia odeszły w zapomnienie. Utnij mi język, bym przestała szeptać o tym, jak bardzo za Tobą tęsknię. Utnij mi dłonie, abym z każdym dniem coraz bardziej nie pragnęła Twojego dotyku. Wyrwij mi serce, bym przestała czuć cokolwiek."
 

 
Jestem chora. I teraz boli mnie nie tylko serce, ale też głowa. Mam gorączkę, a zamiast leżeć w łóżku robię tutaj notkę. Jak leże w łóżku to i tak tylko płaczę, więc wolę tu coś napisać.
Ciągle czekam na to, że on do mnie napisze. Ale obawiam się, że to nigdy nie nastąpi. On mnie już chyba całkowicie skreślił ze swojego życia. Ja jednak jego nie potrafię. Jest dla mnie zbyt ważną osobą. Każda sekunda mojego życia bez niego jest straszna. On jest jedyną osobą o której ciągle myślę. Przed zaśnięciem, w trakcie snu, bo codziennie on mi się śni, i zaraz po przebudzeniu... tylko on jest w mojej głowie. Kiedyś ja byłam też w jego głowie, ale to już się skończyło i nigdy nie wróci, chociaż bardzo bym tego chciała.
On sobie potrafił ułożyć życie na nowo. Z kimś innym. Ja nie potrafię. Straciłam go, straciłam jego miłość. I mnie już nikt inny nie pokocha... Poza tym ja nawet nie chcę, żeby mnie ktoś kochał, ja chcę tylko jego, potrzebuję tylko jego miłości i żadnej innej.
Siedzę teraz przed komputerem i płacze. I znowu nie wiem dlaczego. Tak po prostu jest mi strasznie smutno. Czytam temysli.pl albo jakieś opisy na blogach i wszystko musi być o miłości., wszystko musi dotyczyć tego co ja właśnie czuje. A ja to czytam i płacze.
"Tak naprawdę nigdy jej nie widziałem i nie miałem okazji przytulić, chociaż codziennie wieczorem piszę o niej wersy i wyobrażam sobie ją obok. Tak naprawdę nigdy nie miałem i nie będę miał zamiaru przestać o niej myśleć, być może dlatego, że stała się nieodłącznym elementem mego serca. Tak naprawdę chciałbym ją kiedyś zabrać gdzieś, gdzie minuty płyną do tyłu, a słowa wypowiadane są tylko szeptem. Tak naprawdę nie powiedziałem jej nigdy, że mi na niej zależy. Jestem w pełni przekonany, że właśnie to czyta i zastanawia się do kogo kierowany jest ten wpis. Nazywa mnie swoim Gofrem, bo lubi gofry tak bardzo jak ja, które za niedługo mam nadzieję będziemy jedli razem. Nie, pomyłka, tam miałem napisać, że ja będę ją nimi karmił, żeby bardziej się uśmiechnęła, no ale niech już zostanie. Już wie, że chodzi o nią i mam nadzieję, że uśmiecha się teraz tak samo jak ja kończąc pisać ten wpis."
Przeczytałam ten opis, a z mojego oka znowu poleciała łza. Nie lubię płakać. A ostatnio to mi się tak często zdarza...

wiadomość, taka krótka. czteroliterowa – wróć.
 

 
Nie daję sobie już rady. Im dłużej z nim nie piszę tym bardziej nie chce mi się żyć. Coraz bardziej za nim tęsknię. Nie myślałam, że można za kimś aż tak tęsknić. Mam już dość życia, mam go po prostu cholernie dość. Jak przechodzę przez drogę to mam nadzieję, że mnie przejedzie jakiś samochód. Chciałabym żeby było tak jak kiedyś. Chciałabym przestać płakać każdej nocy i czuć, że znowu jestem komuś potrzebna. Chciałabym żeby on mnie kochał tak jak kiedyś. Chciałabym przestać mieć marzenia, które się nie spełnią. Nie wiem czy każdy człowiek ma ograniczoną ilość szczęścia, a moje się już wyczerpało. Ale jeśli jest ograniczenie na szczęście to musi też być ograniczenie na cierpienie. Mam nadzieję, że moje cierpienie się niedługo skończy, bo ja już dłużej nie wytrzymam. Nigdy nikt nie był mi tak potrzebny do życia jak on. Uzależniłam się od niego. Brakuje mi go. Ja po prostu nie potrafię bez niego żyć. Dlaczego są tabletki na ból głowy czy zęba, a nie ma tabletek na taki ból jaki czuję ja? Nie ma tabletek na tęsknotę ani na miłość. Ja się zastanawiam jaki on musi być cudowny, że mimo tego co się stało ja go tak bardzo kocham. Zranił mnie, a ja nadal darzę go tak silnym uczuciem. Nie wiem czemu. Po prostu nie potrafię tak nagle przestać go kochać. On jest sensem mojego życia. Szkoda tylko, że nie mam z nim kontaktu... Już tyle razy próbowałam do niego napisać, ale nie potrafię. Zresztą nawet nie wiem co bym mu mogła napisać. Tak po prostu "hej, co tam"? albo "cześć, nie mogę bez Ciebie żyć"? Chciałabym żebyśmy chociaż mieli ze sobą jakiś kontakt, bo nie daję sobie bez niego rady.
Nie wiem czy nie lepiej by było jakbym przestała go kochać. Żebym już tak nie cierpiała. Chciałabym już nic do niego nie czuć, tak jak on nie czuje już nic do mnie. I mieć go gdzieś tak jak on mnie. Ale nie potrafię tak. Nie zapominam kogoś kto dał mi tyle szczęścia. I przez to, że nie zapominam teraz mam pustkę w sercu, której nie może wypełnić nikt oprócz niego.
Dobrze, że luty w tym roku ma 28 dni. Bo jakby miał 29 to tego dnia bym płakała cały dzień. Pomyśleć, że gdyby nie ta dziewczyna, która mi go zabrała to 29 lutego bylibyśmy razem już 2 miesiące. Tęsknię za nim tak bardzo...
Dzisiaj chodziłam po dworze kilka godzin i sobie płakałam. Sama nie wiem czemu. A teraz siedzę przed komputerem i jest mi strasznie zimno. Mam ponad 38 stopni gorączki... no i dobrze. Może w końcu umrę i będzie spokój.

Każdy z nas ma tą jedną osobę, której zdolny jest wybaczyć wszystko.
 

 
Dzisiaj dwa wpisy... czemu? Nie wiem. Mam po prostu doła i muszę coś napisać.
Nie wiem czemu, ale potrafię siedzieć godzinami na łóżku ze skulonymi nogami, oparta o ścianę i słuchając przymulających piosenek myśleć o nim, przypominać sobie jaka byłam szczęśliwa... i jaka byłabym dalej będąc z nim. Te jego najwspanialsze słowa jaki mi napisał "zrobię wszystko, żeby z Tobą być"... wtedy z mojego oka popłynęła łza, ale inna od tych które płyną teraz, tamta łza była ze szczęścia. Tamten dzień, w którym mi to napisał, to był najwspanialszy dzień w moim życiu. Pamiętam każde słowo jakie on mi napisał tamtego dnia, pamiętam to jak serce mi wtedy mocno biło, jak uśmiechałam się do monitora. Nikt mi w życiu nie w mówi, że miłość przez internet jest niemożliwa. Jeśli ktoś tak mówi to znaczy, że jej nie doświadczył. Ja za to wiem, że przyjaźń damsko męska jest niemożliwa... i doświadczyłam tego na własnej skórze.
Chciałabym wejść do jego serca i sprawdzić definicję mojego imienia. Ja sama nie wiem co jest napisane w moim sercu na jego temat. Ale jest tam tego bardzo dużo...począwszy na "kocham GO najbardziej na świecie". Właściwie to w moim sercu jest tylko on. Więc nie mogę szukać w sercu definicji jego imienia, bo to on jest definicją mojego serca.
Nie wiem czemu, ale dzisiaj mam taki zmulony dzień. Jest mi tak smutno... Siedzę tutaj teraz i widzę to uśmiechnięte, żółte słoneczko przy jego imieniu. Tak bardzo chciałabym do niego napisać, ale nie potrafię...
Otworzyłam przed chwilą tymbarka, a na kapslu było napisane: "niedługo znów wyjdzie słońce". Ciekawa jestem kiedy... Chciałabym, żeby wydarzyło się coś co pozwoli mi znowu być szczęśliwą.

Paradoks płaczu polega na tym, że najczęściej jedyną osobą, może Ci pomóc jest ta, przez którą płaczesz.
 

 
Jednego dnia wydawało mi się, że obchodzę walentynki, a drugiego obchodziłam już dzień singla. Minął już tydzień bez niego. Tydzień z nim mnie pisałam. A na mojej tapecie w telefonie nadal jest jego zdjęcie. Pamiętam jak je ustawiłam. Za każdym razem jak patrzyłam na telefon uśmiechałam się myśląc "jak on to robi, że samym tym, że jest daje mi tyle szczęścia?". A teraz patrzę na ten sam telefon, tę samą tapetę, ale już mam inne uczucia... teraz myślę tylko co takiego zrobiłam, że on mnie już nie kocha.
A te nasze smsy... niby nie pisaliśmy o niczym ważnym, ale jak tylko poczułam wibracje uśmiechałam się, nawet zanim przeczytałam co on napisał, cieszyłam się samym jego smsem. A teraz codziennie czytam te wszystkie smsy. Z każdym nowo otwartym smsem wraca więcej wspomnień. A po moim policzku spływają łzy. Już się do tego przyzwyczaiłam. Ale jestem zbyt słaba, żeby usunąć to wszystko. To zdjęcie na tapecie i te smsy to jedyne co mi po nim zostało oprócz wspomnień... Żyje przeszłością, żyje nim. Pomimo tego, że kłamał, pomimo tego, że mnie zostawił.
Wszyscy mówią, że miłość jest najpiękniejszym uczuciem. Zgodzę się z tym, ale musiałabym coś tu jeszcze dopisać. WZAJEMNA miłość jest najpiękniejszym uczuciem jakiego może doświadczyć człowiek. Bo jeśli się kogoś kocha bez wzajemności to wcale to nie jest takie wspaniałe. Na przykład taka ja... Kochałam go długo zanim on pokochał mnie i wtedy żyłam marzeniami, później on zakochał się we mnie i byłam z nim bardzo szczęśliwa, ale teraz już z nim nie jestem, a nadal go strasznie kocham i cierpię, ale już nie żyję marzeniami, bo to samo marzenie nie spełni się dwa razy. To tak jakbym chciała coś dostać od życia, w końcu bym to dostała, a na koniec życie by mi to zabrało i jeszcze walnęło w nogę, żebym nie mogła iść dalej...
Najbardziej boli odejście osób które zapewniały ,że będą z nami na zawsze.
 

 
Nie wiem czy zdołam coś tu dzisiaj napisać, bo jak weszłam na gg i zobaczyłam jego opis to znowu z mojego oka popłynęła łza.
"Kocham ___ najbardziej na świecie i jest dla mnie wszystkim"
Kiedyś miał ten sam opis, ale było tam moje imię... teraz jest jej.
Ja już nie mogę wytrzymać. To mnie tak strasznie boli. Nie wiem jak długo zniosę jeszcze ten ból. Chyba wcale nie będę włączać komputera, bo jak widzę coś takiego to jest mi jeszcze bardziej smutno. Zobaczyłam jeszcze, że usunął mnie ze śledzonych... i znowu się popłakałam. Jak można kogoś kochać, a później skreślić go całkowicie ze swojego życia? Nie rozumiem tego...
Im dłużej go przy mnie nie ma tym gorzej się czuję. Nie chcę już żyć. Nie daję sobie bez niego rady. Ta pustka w moim sercu jest nie do wytrzymania. W całym swoim życiu nie płakałam tyle co ostatnio. W nocy nie śpię, bo płaczę. Nie wiem czemu, ale zawsze robi mi się jeszcze bardziej smutno niż w dzień. Wieczorem te wszystkie wspomnienia wracają. Czasem przypomnę sobie coś wesołego co on mi kiedyś napisał, i wtedy na mojej twarzy pojawia się delikatny uśmiech, który jednak po chwili gaśnie, a kolejna łza spływa mi po policzku. Jak przypominam sobie te jego słowa jakie mi pisał... tak strasznie mi brakuje tej jego miłości, tego szczęścia, tego wspaniałego uczucia jak czytałam jego słowa, tego mocniejszego bicia serca.
Zastanawiam się jakie mam teraz marzenie... nie czuć tego bólu? umrzeć? usłyszeć od niego jeszcze raz szczere "kocham Cię"? Tak. To są moje marzenia. Ale nie są one tymi największymi. Bo moim największym marzeniem jest to żeby on był szczęśliwy. Nie ważne czy będzie szczęśliwy ze mną, a wtedy ja też będę szczęśliwa, czy beze mnie, a ja będę cierpieć. Tak jak teraz. Ważne żeby on był szczęśliwy. Bo on jest dla mnie najważniejszy i chociaż teraz przez niego cierpię to i tak na zawsze taki pozostanie. On teraz jest szczęśliwy z NIĄ. Więc można powiedzieć, że moje marzenie się spełniło... Dziwne, że mam marzenia przez które cierpię, ale on jest dla mnie najważniejszy, ważniejszy od samej siebie. Mogłabym za niego umrzeć.
Ktoś się mnie kiedyś zapytał: "jak Ty to robisz, że masz zawsze taki dobry humor?". Wtedy byłam szczęśliwa. Miałam z czego się cieszyć. Bo byłam z NIM. Jak mogę o nim zapomnieć skoro to on mi dawał to szczęście? I jak mogę być bez niego szczęśliwa? Jak miałam zły humor to on był jedyną osobą, która potrafiła mi go poprawić. Zawsze mu się to udawało. A teraz nie ma kto mi poprawiać tego humoru.
Moja ostatnia rozmowa z tą sobą co mi zadała tamto pytanie wyglądała tak:
- Mogę Ci jakoś poprawić humor?
- Spraw żeby on mnie znowu kochał... Potrafisz? Raczej wątpię.
- A coś innego?
- Tylko to mi poprawi humor...
No właśnie... Tylko on mi jest potrzebny do szczęścia.

Niektóre wspomnienia sprawiają, że potrafimy się śmiać z nich godzinami, a niektóre wywołują u nas dziwny ból w środku i łzy w oczach.
  • awatar Sad Life...: jak to piszę to też płacze...
  • awatar Gość: Boże, popłakałam się...
  • awatar nołnormal ;3: megaa opis na górze ;o / wbij i skomentuj ostatni wpis ;> + alee fajnie tu maszz ! *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
I oto kolejny ponury dzień, kolejna notka którą nie wiem po co piszę. Chyba po to, żeby opisać swój ból. Bo jak to duszę w sobie to mi jeszcze gorzej i może dlatego założyłam tego pingera, żeby nie trzymać w sobie tych uczuć. Nie mam praktycznie nikogo komu mogłabym to wszystko powiedzieć, na a przecież do niego tego nie napiszę, nie napiszę mu jak za nim tęsknię i jaki czuję teraz straszny ból... nie napiszę mu, bo on się mną i tak nie interesuje, nie obchodzę go, a on jest teraz szczęśliwy z kimś innym. A ja mam już dość życia. Dość tęsknoty. Dość marzeń, które się nigdy nie spełnią. Wolałabym już umrzeć i nie czuć tego bólu i cierpienia. Ja nie rozumiem sama siebie... dlaczego pomimo tego, że on mnie tak zranił ja go nadal tak bardzo kocham? Nie potrafię tego wyjaśnić, ale wiem, że zawszę będę go kochać...
Nie wiem co mam zrobić. Czy mam próbować o nim zapomnieć, usunąć jego numer, który zresztą i tak znam na pamięć... Czy utrzymywać z nim kontakt? Jak się rozstawaliśmy to on powiedział, że nie chce tracić ze mną kontaktu, ale nie wiem czy powiedział to szczerze, bo odkąd zerwaliśmy to się nie odezwał. Chciałabym z nim normalnie pisać, ale nie wiem czy by się to udało, poza tym nie wiem czy on by chciał.
Tak patrzę teraz przez okno i widzę jak pada śnieg. I zastanawiam się czy ze mną nie jest tak jak z tym płatkiem śniegu. Najpierw lecę z nieba i jestem szczęśliwa, później upadam, ludzie po mnie depczą, czuje ból, a na końcu roztapiam się i znikam. Chciałabym już być w tym ostatnim etapie, umrzeć i przestać cierpieć...

Możesz zamknąć oczy na rzeczy, których nie chcesz widzieć, ale nie możesz zamknąć serca na rzeczy, których nie chcesz czuć.
 

 
Dopóki go nie poznałam nawet nie myślałam o szukaniu drugiej połówki. Ale później wszystko się zmieniło... zakochałam się. Nie cieszyłam się już jakimiś błahymi rzeczami tylko każdą chwilą spędzoną z nim. Te wszystkie jego słowa dzięki którymi stałam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Nie wyobrażałam sobie bez niego życia, a teraz muszę tak żyć. Nie myślałam, że się w kimś kiedyś tak zakocham.
Teraz nad tym myślę... Zastanawiam się czy było warto. No, bo z jednej strony ten czas jaki z nim spędziłam był najwspanialszym okresem w moim życiu, z drugiej strony jednak teraz jak go straciłam to tak strasznie cierpię... czuję taką pustkę w sercu, którą tylko on jest w stanie wypełnić. Pomimo tego co się stało i tak zawsze będę go kochać. Chociaż on mnie tak bardzo zranił... Wczoraj dowiedziałam się czegoś co mnie bardzo zabolało. Znowu płakałam całą noc... On nawet sobie nie zdaje sprawy jaki jest dla mnie ważny i jak go bardzo kocham. Po tym wszystkim zastanawiam się czy on mnie w ogóle kochał... Zerwał ze mną w taki sposób jakby to była moja wina... początkowo sama myślałam, że to przeze mnie, ale po tym co się wczoraj dowiedziałam wiem, że to wcale nie moja wina. Nie rozumiem tylko jak on mnie mógł tak okłamywać. Mógł powiedzieć, że ze mną zrywa, bo mnie nie kocha, bo kocha inną... To mnie strasznie boli. Przypominam sobie te jego słowa jakie mi kiedyś pisał... że mnie kocha tak bardzo, że będziemy razem już na zawsze... Skoro mnie tak kochał to dlaczego będąc ze mną pokochał inną? I dlaczego jego "zawsze" trwało 48 dni? A on po dwóch dniach jak się ze mną rozstał już był z inną. Jak widzę to jaki jest szczęśliwy... zazdroszczę mu. Zazdroszczę, że sobie potrafił w ciągu dwóch dni ułożyć życie.. widocznie mnie nie kochał. A ta dziewczyna z którą on teraz jest... byłam o nią zazdrosna od początku. Napisałam jej to, a ona mi wszystko wytłumaczyła. Zaufałam jej. I teraz się za to nienawidzę. Teraz wiem, że muszę słuchać siebie i nie ufać ludziom, którzy są od początku podejrzani. Ona od zawsze chciała mi go zabrać. Zniszczyła mi życie. Ale jej to przecież nie obchodzi. Bardzo mnie to boli. A tęsknota za nim zżera mnie od środka. W szkole na lekcjach siedzę i patrzę przez okno, piszę jego imię na ławce, maluję na marginesie serduszka, nie mogę się skupić na lekcji, bo w mojej głowie jest tylko on. Teraz przynajmniej siedzę cicho, nie tak jak było zawsze - co lekcje uwagi i jedynki za gadanie na lekcji. Zmieniłam się. Już nie cieszę się życiem. Nie mam powodu by się cieszyć... bo on już nie jest przy mnie. Jestem wciąż tą samą osobą, która jest nienormalna i zakręcona, ale teraz już nie mam powodu by być tą zawsze szczęśliwą. Jeśli mam na twarzy uśmiech to tylko po to, żeby maskował to co czuję w środku... ten straszny ból, który ani na chwilę nie odstępuje. Chciałabym być taka szczęśliwa jak kiedyś, ale tylko on może zrobić coś żebym się uśmiechnęła...

Jeśli ktoś jest dla Ciebie ważny, to na zawsze taki pozostanie. Nie ważne ile bólu Ci przynosi.
 

 
Oto moja pierwsza notka :D
Dzisiejszy dzień jest taki jak wszystkie ostatnio... po prostu smutny.
W szkole jak zwykle coś się działo, kilka odpałów i takie tam. Ale ja i tak myślę tylko o jednym, tylko o nim... Oczywiście z koleżankami z klasy jak zawsze mi odwalało, śmiałam się z nimi jak zwykle. Chociaż tak naprawdę w środku wcale nie czułam się szczęśliwa. Uśmiecham się i udaje, że jest ok, nie chcę żeby się mnie pytali "co się stało?", no bo po co? Uśmiecham się, oni myślą, że jest okej... i niech tak zostanie. Po co im wiedzieć, że ja tak naprawdę nie mam humoru do śmiania się, ale do płakania?
Przyszłam dzisiaj ze szkoły i zamknęłam się w pokoju, włączyłam muzykę tak żeby mnie nikt nie słyszał i płakałam. Cały dzień. Czytałam nasze stare sms'y... tęsknię za tym co było. Za tymi wszystkimi jego czułymi słowami. Brakuje mi tego. Bardzo brakuje. Umieram od środka z tej tęsknoty do niego. Nie potrafię o nim zapomnieć, bo jak mam zapomnieć o kimś kto był dla mnie tak ważny? Zresztą nadal jest... jest najważniejszą osobą w moim życiu. To, że jego uczucia do mnie wygasły nie znaczy, że ja przestałam go kochać. Jak mogę zapomnieć osobę, która dała mi tyle szczęścia? Dzięki niemu czułam, że moje życie ma sens... a teraz już nie ma sensu. Nie daję sobie bez niego rady. Próbuje normalnie żyć, ale jak mam żyć bez powietrza? I chociaż już z nim nie jestem to zawsze będę przy nim, w myślach. A on na zawsze pozostanie w moim sercu...


Czy ja mam napisane na czole: "chodź zabaw się moimi uczuciami, nie przejmuj się, jakoś z tego wyjdę"?
 

 
Cześć :3 Miałam już kiedyś kilka pingerów, ale po jakimś czasie mi się nudziły i je usuwałam. Postanowiłam założyć nowego... ten będzie się różnił od tamtych które prowadziłam. Tego pingera robię tak bardziej dla siebie... to taki rodzaj pamiętnika (;