• Wpisów: 30
  • Średnio co: 66 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 19:15
  • Licznik odwiedzin: 4 743 / 2069 dni
 
aboutlove291212
 
Nie wiem czy zdołam coś tu dzisiaj napisać, bo jak weszłam na gg i zobaczyłam jego opis to znowu z mojego oka popłynęła łza.

“Kocham ___ najbardziej na świecie i jest dla mnie wszystkim”


Kiedyś miał ten sam opis, ale było tam moje imię... teraz jest jej.
Ja już nie mogę wytrzymać. To mnie tak strasznie boli. Nie wiem jak długo zniosę jeszcze ten ból. Chyba wcale nie będę włączać komputera, bo jak widzę coś takiego to jest mi jeszcze bardziej smutno. Zobaczyłam jeszcze, że usunął mnie ze śledzonych... i znowu się popłakałam. Jak można kogoś kochać, a później skreślić go całkowicie ze swojego życia? Nie rozumiem tego...
Im dłużej go przy mnie nie ma tym gorzej się czuję. Nie chcę już żyć. Nie daję sobie bez niego rady. Ta pustka w moim sercu jest nie do wytrzymania. W całym swoim życiu nie płakałam tyle co ostatnio. W nocy nie śpię, bo płaczę. Nie wiem czemu, ale zawsze robi mi się jeszcze bardziej smutno niż w dzień. Wieczorem te wszystkie wspomnienia wracają. Czasem przypomnę sobie coś wesołego co on mi kiedyś napisał, i wtedy na mojej twarzy pojawia się delikatny uśmiech, który jednak po chwili gaśnie, a kolejna łza spływa mi po policzku. Jak przypominam sobie te jego słowa jakie mi pisał... tak strasznie mi brakuje tej jego miłości, tego szczęścia, tego wspaniałego uczucia jak czytałam jego słowa, tego mocniejszego bicia serca.
Zastanawiam się jakie mam teraz marzenie... nie czuć tego bólu? umrzeć? usłyszeć od niego jeszcze raz szczere "kocham Cię"? Tak. To są moje marzenia. Ale nie są one tymi największymi. Bo moim największym marzeniem jest to żeby on był szczęśliwy. Nie ważne czy będzie szczęśliwy ze mną, a wtedy ja też będę szczęśliwa, czy beze mnie, a ja będę cierpieć. Tak jak teraz. Ważne żeby on był szczęśliwy. Bo on jest dla mnie najważniejszy i chociaż teraz przez niego cierpię to i tak na zawsze taki pozostanie. On teraz jest szczęśliwy z NIĄ. Więc można powiedzieć, że moje marzenie się spełniło... Dziwne, że mam marzenia przez które cierpię, ale on jest dla mnie najważniejszy, ważniejszy od samej siebie. Mogłabym za niego umrzeć.
Ktoś się mnie kiedyś zapytał: "jak Ty to robisz, że masz zawsze taki dobry humor?". Wtedy byłam szczęśliwa. Miałam z czego się cieszyć. Bo byłam z NIM. Jak mogę o nim zapomnieć skoro to on mi dawał to szczęście? I jak mogę być bez niego szczęśliwa? Jak miałam zły humor to on był jedyną osobą, która potrafiła mi go poprawić. Zawsze mu się to udawało. A teraz nie ma kto mi poprawiać tego humoru.
Moja ostatnia rozmowa z tą sobą co mi zadała tamto pytanie wyglądała tak:
- Mogę Ci jakoś poprawić humor?
- Spraw żeby on mnie znowu kochał... Potrafisz? Raczej wątpię.
- A coś innego?
- Tylko to mi poprawi humor...
No właśnie... Tylko on mi jest potrzebny do szczęścia.

162740_2_big.jpg

Niektóre wspomnienia sprawiają, że potrafimy się śmiać z nich godzinami, a niektóre wywołują u nas dziwny ból w środku i łzy w oczach.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego